Wulwodynia?
Zapytaj lekarza

Wszystkie materiały zamieszczone na stronie są chronione prawami autorskimi.

Na stronie wykorzystana została grafika Leonarda Konopelskiego.

@2019 All rights reserved.

Cena 53zł brutto + koszt wysyłki

10zł ze sprzedaży każdej książki przeznaczamy na działania edukacyjne dla kobiet i organizację warsztatów medycznych

"Seks w stałym związku"

Ewa Baszak-Radomańska, Jolanta Sobkowicz

Wydawnictwo: Drukarnia Akapit 2011 rok 

Według autorek książki słaba więź erotyczna, nuda, seks z litości i słabe pożądanie seksualne u jednego z partnerów to nieodzowny i celowy etap w rozwoju związku. Dalej są trzy drogi: wysiłek, aby stworzyć namiętną i pełną pasji relację, rozpad małżeństwa i, co chyba jest najgorsze, pozostawanie w nieżywym związku, życie obok siebie.

Największy nacisk został położony na terapię pożądania. To w dużym stopniu znalezienie równowagi pomiędzy odrębnością a potrzebą bliskości. Pokazano mechanizmy, które rządzą nie tylko relacją erotyczną, ale także pozwalają zobaczyć inne związki: z własnymi dziećmi, w pracy. Przedstawiono najbardziej nowoczesną terapię par wg Davida Schnarcha. Jest tu również wiele praktycznych informacji o fizjologii seksu oraz propozycja radzenia sobie w zaburzeniach.

Ewa Baszak-Radomańska jest ginekologiem i seksuologiem, a Jola Sobkowicz polonistką, która dodała do rozdziałów poetyckie uwagi. Czyta się lekko i ma się wrażenie, że książka jest o nas samych. Po przeczytaniu pozostaje motywacja do polepszenia relacji z ważnymi dla nas ludźmi i pragnienie głębokiej, pełnej pasji relacji z własnym mężem. Książka początkowo była serią artykułów na stronie Gabinetów Terpa, dołączono krótkie komentarze internautów. Pisana była dla kobiet, jest dla wszystkich.

 
 
Wywiad z autorem

Ewa Baszak – Radomańska jest  ginekologiem i seksuologiem. W Terpie (skrót od terapii partnerskiej) spotyka się z kobietami i parami, czasami przychodzą sami mężczyźni. Książka „Seks w stałym związku”, napisana przy udziale Jolanty Sobkowicz, to odpowiedź na zadane i niezadane pytania, nie tylko z dziedziny seksu.

Ewa Baszak – Radomańska, Fundacja Kobieta bez Bólu, Wydawnictwo Akapit.

 

„SEKS w stałym związku” to nie tylko seks… 

 

J.K.K.: Co takiego trzeba mieć, aby seks był smakowity w starym, dobrym małżeństwie?

 

E.B.R.: Trzeba zdobyć się na entuzjazm i odwagę. Entuzjazm, bo to świeżość, apetyt, chcenie. A co ważniejsze, aby inicjować seks, trzeba być odważną. Wiele lat temu na łamach „Psychology Today” David Schnarch opisywał pewną sytuację. Jak trudno zdobyć się na odwagę, aby stanąć w drzwiach całkiem nago, kiedy twój mąż wraca z pracy? Czujesz się niestosownie, jesteście długo razem, a nigdy tak nie zrobiłaś. Z drugiej strony niech się coś zmieni, niech będzie tak, jak byście byli kochankami. Dzwonek do drzwi, otwierasz naga, oparta o futrynę. I wtedy okazuje się, że najgorsze przed tobą. Mąż przemyka obok ciebie z pytaniem, co jest dzisiaj na obiad.

 

J.K.K.: To żenujące. Jak on mógł tak zrobić? Miałam przekonanie, że mężczyźni o tym marzą.

 

E.B.R.: Ta sytuacja pokazuje jak wielki problem mają ludzie z bliskością erotyczną, z intymnością. Mężczyzna był tak skonfundowany, tak przestraszony obnażeniem żony, wyeksponowaniem, że jedyne, na czym mógł się skoncentrować to ogień pod garnkiem na kuchni. Jak widzisz, odwagi i entuzjazmu potrzeba z obu stron. Dlaczego nie wprowadzamy nowinek do sypialni? Bo to funkcja rozwoju a nie wiedzy na temat seksu.

J.K.K.: Czego trzeba się pozbyć, żeby mieć porywający seks?

E.B.R.: Majtek… Ten artykuł D.Schnarcha nosił tytuł: „Jak się dobrze bawić bez majtek”.  jeszcze trzeba zdjąć maski. Podążam myślą za autorem najbardziej nowoczesnej terapii pożądania. Chciałam przetłumaczyć jego książkę, którą wydał prawie dwadzieścia lat temu pt. „Passionate marriage”. Nie przetłumaczyłam, bo jest opasła i nikt by nie przeczytał. W książce „Seks w stałym związku” przybliżyłam koncepcję terapii par D.Schnarcha. Sama pracuję w tym nurcie z pacjentami od lat. Mam własne przemyślenia, własne doświadczenia.

J.K.K.: Jak mam zdjąć maski?  Majtki przemilczę.

E.B.R.: Dwie zupełnie różne sprawy. Po pierwsze, to odpowiedź na pytanie: „Co pozwala wejść w głęboką relację z drugim człowiekiem?” oraz po drugie to wyzbycie się „normalnego małżeńskiego sadyzmu”.

J.K.K..: Co zatem może sprawić, że mój mężczyzna nie będzie się przepychać w drzwiach kiedy stoję goła oparta o futrynę? I przede wszystkim że będę chciała kiedykolwiek się tak obnażyć.

E.B.R.: Bliskość erotyczna może polegać na tym, że chcesz się podobać. Wtedy przeszkadza duży brzuch czy małe cycki. Bardzo się starasz być „dobra”. Patrzysz na mężczyznę i zastanawiasz się: „Podoba mu się czy nie?” Jeśli jest uszczęśliwiony, ty też jesteś w siódmym niebie. Myślisz sobie: „Jestem w porządku, lepiej niż sama sądziłam”. Ale jeśli nie będzie zadowolony, a tak w końcu kiedyś się zdarzy, będziesz zdruzgotana. Jest innego zdania, czyli „już mnie nie kocha, jestem do niczego”. To taka bliskość potwierdzana przez drugą osobę. I inna sytuacja. Naga stajesz w całkowitej prawdzie przed mężczyzną, którego kochasz. „Chcę, żebyś mnie poznał zanim umrę”. Od akceptacji i zadowolenia z tego jaka jesteś, ważniejsze jest, żeby twój partner cię znał. Widział niedoskonałości i widział geniusz. To ryzykowne, bo może cię nie zaakceptować, możesz się nie spodobać. Może zniesmaczony odejść. I tu ważna jest konfrontacja z samą sobą. Wiesz, jaka jesteś i nie musisz szukać akceptacji w oczach mężczyzny. Znasz swoją wartość i wiesz, że nawet jeśli odejdzie, to ty dalej jesteś sobą. Nie zmienia to twojej wartości. Taka intymność potwierdzona przez samą siebie. Bez maski. Wiesz, że to właśnie jest największym afrodyzjakiem?

J.K.K.: Intryguje mnie określenie „małżeński sadyzm”. I to ma być normalne?

E.B.R.: Zobacz, jak jesteśmy nieprzyjemnie inni w stosunku do najbliższych nam ludzi, w porównaniu do relacji, kiedy się staramy, chcemy zachować fason. Krzyczymy na dzieci, obrażamy się na męża, mówimy niemiłe rzeczy. Nigdy byś taka nie była w stosunku do obcego człowieka. Dla kochanych i bliskich jesteś okrutna. Wydaje ci się, że masz takie prawo, można ci się zapomnieć, nie panować nad sobą, manipulujesz i załatwiasz swoje interesy w związku. Kolejna maska, którą trzeba zdjąć, żeby mieć piękny seks. Najlepiej z otwartymi oczami.

J.K.K.: Gapienie się na siebie w czasie stosunku? Lepiej zamknąć oczy i mruczeć, czuć miękkkość warg.

E.B.R.: Zwierzęta patrzą sobie w oczy w dwóch sytuacjach: kiedy chcą ze sobą walczyć albo kopulować. Patrzenie w oczy to bycie „tu i teraz”. To koncentracja na partnerze, a nie na sobie. I można rozmawiać, śmiać się. Myślisz, że zamknięte oczy wyglądają ekstatycznie? Masz rację, kobiety próbują bardziej skoncentrować się na odczuciach z własnego ciała. Ale to mężczyzna jest najbardziej podniecający, a nie nasze wyobrażenia. Patrzenie w oczy podnieca, chociaż na początku można się czuć nieco dziwnie.

J.K.K.: Maski zdjęte, patrzymy sobie w oczy. Do tego jestem odważna. Czy nie jest istotne jaką mam relację z mężczyzną? Jakby wszystko zależało ode mnie. Może on też powinien coś zrobić?

E.B.R.: Można by powiedzieć, że wszystko zależy od ciebie. Do pewnych granic. Tą granicą jest przemoc, której nie można zaakceptować. Psychiczna, fizyczna czy seksualna. Załóżmy jednak, że wciąż macie dobrą relację, stare dobre małżeństwo. Ważna jest umiejętność znalezienia równowagi  pomiędzy bliskością z kochanym człowiekiem a odrębnością.  C.G. Jung tworzenie własnej przestrzeni nazywał indywidualizacją, D.Schnarch nazywa to różnicowaniem. Dla żywej relacji erotycznej, dla pożądania, zróżnicowanie ma niezwykłe, może największe znaczenie. Różnicowanie to wyznaczanie granic w bliskości z ważnymi dla nas ludźmi. Nie tylko z kochankiem, także z własnymi rodzicami czy dziećmi. Chodzi o to, żeby umieć wyznaczyć granice, poza które się nie wtrącasz i nie dajesz ingerować innym. Aby zachowywać granice własnej przestrzeni, trzeba przetrwać lęk i niepokój w sobie samej. Będziesz mieć dyskomfort, jeśli odmówisz wspólnego wyjścia, realizowania jego pasji, przyjmiesz odmienne stanowisko w dyskusji. Kolejny etap w różnicowaniu to wytrzymanie lęków innych ludzi. Nie licz, że jeśli będziesz mościła sobie przestrzeń, ludzie będą zadowoleni. Twoja mama zadzwoni z pretensjami, o co ci właściwie chodzi. Teraz pozostaje wytrzymać to napięcie i niezadowolenie w imię rozwoju. Różnicowanie, czyli złoty środek pomiędzy nadmierną bliskością czy zupełnym straceniem siebie z oczu - to mądrość życia. To znalezienie równowagi pomiędzy duszną bliskością a odrębnością. Nadmierna bliskość sprawia, że jest nudno w związku, ale jeśli ludzie się zbytnio od siebie oddalą, związek się rozpada. Kobiety mają tendencję do nadmiernej bliskości, mężczyźni niebezpiecznie się oddalają, ale bywa odwrotnie. Przy czym ludzie będący w związku są do siebie podobni jeśli chodzi o poziom zróżnicowania.

J.K.K.: W książce jest więcej. Może zatem jeszcze trochę edukacji z dziedziny anatomii i fizjologii seksu?

E.B.R.: To warunek konieczny, ale niewystarczający. Zazwyczaj ludzie wiedzą jak funkcjonuje ich ciało. Niemniej kobiety nierzadko muszą się nauczyć przeżywania orgazmu, szczególnie na drodze stosunku pochwowego.  Najważniejsze jednak to chcieć chcieć. Po pierwszych miesiącach czy latach zakochania, pożądania, które wynika z reakcji fizjologicznych, kiedy potrzeba seksualna jest naturalną potrzebą ciała, z czasem  pożądanie słabnie, seks we własnej sypialni staje się gnuśny i nudny. To naturalny i celowy etap w stałym, monogamicznym związku. To nic złego, pod warunkiem, że będziesz chciała włożyć wysiłek w rozwój osobisty i rozwój relacji seksualnej. Inaczej związek się rozpadnie lub pozostanie miałki i niesatysfakcjonujący do końca życia. To chyba najsmutniejsze. Gnuśni ludzie mają gnuśny seks.

J.K.K.: W stałym związku pojawiają się problemy. Ludzie się starzeją, pojawiają się ograniczenia. Można sobie radzić, można się wycofać.

E.B.R.: Jestem lekarzem, mam całe spektrum skutecznych leków. W książce nie piszę o farmakoterapii. Pokazuję,  jak można sobie poradzić samemu i poszukać przyczyn zaburzeń. Często za bólem, wytryskiem opóźnionym czy zaburzeniami erekcji stoi przyczyna. Zwracam uwagę na brak zgodności pomiędzy pożądaniem a sekwencją reakcji seksualnej. U mężczyzny jest grzecznie, musi być porządek: pożądanie-podniecenie-orgazm-odprężenie. Reakcja seksualna ma stałą sekwencję. U kobiety porywający, pełen pasji seks wcale nie musi się zaczynać pożądaniem. Pożądanie, podniecenie, orgazm mogą występować w różnej kolejności, jakiegoś etapu może zabraknąć, a reakcja seksualna będzie równie satysfakcjonująca. Właściwie zarówno kobieta jak i mężczyzna mogą przeżyć cykl reakcji nie odczuwając pożądania czyli chęci na seks, reakcje bywają odruchowe, można mieć orgazm, czując pustkę. Radość z seksu, pasja i rozkosz jest ważna, najważniejsza jednak jest bliskość erotyczna, intymność, jedność, najbardziej głębokie spotkanie z człowiekiem. To daje szczęście. Seks jest całkiem powtarzalną okazją do takich spotkań. Tak, jak zupełnie wyjątkowo, ludzie się spotykają w godzinie śmierci.

J.K.K.: Na początku książki wydaje się, że w seksie najważniejszy jest seks. Zaspokojenie potrzeby seksualnej, fizycznej żądzy. Potem okazuje się, że to najbardziej intymne i głębokie spotkanie między ludźmi, wydarzenie i przeżycie duchowe. Czym jest dobry seks?

E.B.R.: Musisz wiedzieć, czym jest żądza, pasja, żeby seks był przeżyciem duchowym. Seks to daleko więcej niż seks. Wszystkim kobietom życzę takich spotkań.

Rozmawiają: Dr n med. Ewa Baszak-Radomańska i Jowita Krzyżanowska-Kupczak.